3-1 z Kazachstanem. Prawie awans.
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

3-1 z Kazachstanem. Prawie awans.

Wczorajszy mecz jak już pisałem wczoraj oglądałem u kumpla. Po 45′ byłem naprawdę nieźle przybity. Widziałem oczyma wyobraźni awans oddalający się w turbo-frajerskim stylu, widziałem zadowolone twarze kibiców w Portugalii, Serbii i Finlandii, których reprezentacje dostały by w przypadku naszej porażki niezły prezent od losu, widziałem ich szydercze uśmiechy. Słyszałem uszami wyobraźni ich niewybredne dowcipy. Były wypowiadane w nieznanych mi językach, ale widziałem, że dotyczą naszej reprezentacji. A że byłem po kilku głębszych, to mnie na to wszystko szlag trafiał.

Na szczęście wygraliśmy i w tym momencie awans jest już naprawdę na wyciągnięcie dłoni. Można to co prawda jeszcze spieprzyć, ale wierzę, że nasi piłkarze dadzą radę.

A co do samego meczu? O pierwszej połowie nie będę pisał bo chcę jak najszybciej o niej zapomnieć. W drugiej gra była koncertowa. Choć za bardzo się nie podniecam, bo to trochę tak jak gdybym jarał się tym, że zabrałem przedszkolakowi lizaka, a ten się rozpłakał. Pamiętajmy, że graliśmy z Kazachstanem. Ojczyzną Borata, 140 którąś tam drużyną w rankigu FIFA, teamem, w którego szeregach grają goście o skośnych oczach, którzy mogli by grać Tatarów w “Ogniem i Mieczem”. Wygrywanie z nimi powinno być oczywiste, nawet biorąc pod uwagę to, że poziom się wyrównał. A w pierwszej połowie… ale stop. Miałem o niej nie pisać.

A tak na serio z Belgią ta połowa nie ma prawa się powtórzyć.

A co do napastników. Nie wiem. Może rzeczywiście rację mają Ci, którzy piszą, że napastnicy nie muszą strzelać. Mi się jakoś to kłóci ze światopoglądem, ale czynię starania, żeby zaakceptować taką rzeczywistość bez możliwości jej zrozumienia. Póki będziemy wygrywać, to dam radę.

Starsze artykuły:

Author:

Related Post

top