Ciekawy przypadek Fernando Torresa
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Ciekawy przypadek Fernando Torresa

Wydaje się, że każdy, nawet największy krytyk Torresa, zadał sobie kiedyś pytanie: co się stało z tym wspaniałym napastnikiem? Wszyscy fani piłki widzieli na pewno liczne memy i obrazki opisujące nieskuteczność Hiszpana. Kupiony za 50 mln z Liverpoolu zawodnik bardzo długo czekał na swojego pierwszego gola. Kolejne też nie przychodziły łatwo. Kilka lat temu był przecież jednym z najlepszych napastników globu. Teraz można odnieść wrażenie, że pudłuje nawet w najłatwiejszych sytuacjach. A więc co się stało?

Wielu spośród fanów Liverpoolu twierdzi, że to naturalna kolej rzeczy, iż każdy napastnik, który opuszcza Anfield przestaje strzelać. Było tak z Owenem, Fowlerem, czy najskuteczniejszym napastnikiem w historii the Reds – Rushem. Ma to być swego rodzaju klątwa. To wytłumaczenie może wydać się trochę naciągane, więc warto poszukać następnych.

Warto teraz uświadomić tym, którzy nie siedzą w statystykach Hiszpana, że wbrew wrażeniu jakie można odnieść oglądając wcześniej wspomniane memy, Fernando Torres ciągle strzela. Nie robi tego tak często jak w Liverpoolu, bądź Atletico, ale wielu napastników może mu pozazdrościć osiąganych wyników. W zeszłym sezonie strzelił 27 bramek, w sezonie 2011/12 strzelił ich 15. Strzela w lidze i krajowych pucharach, strzela w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej, strzela także w reprezentacji. Od transferu do Chelsea zdobył Mistrzostwo Europy i na tej samej imprezie został królem strzelców, wygrał oba europejskie puchary oraz zdobył Puchar Anglii. Dlaczego więc ciągle jest wyszydzany?

Zacznijmy od stylu samego piłkarza. Można odnieść wrażenie, że Torres już przed transferem stracił na dynamice. Dla piłkarza, który właśnie na dynamice opierał swoją grę była to ogromna strata. Kiedy Hiszpan dołączył do zespołu z Anfield był uważany nawet za jednego z najszybszych w lidze, potrafił wyprzedzić każdego na dystansie kilku metrów. Teraz na palcach jednej ręki można policzyć takie sytuacje. Przed transferem Torres strzelał jak na zawołanie, to i jego pewność siebie pozwalała mu na wręcz bezczelne zabawy z piłką i rywalami. Oczywiście brakuje mu tego w Chelsea. Nawet bramki jakie strzela różnią się znacznie od tych strzelanych w mieście Beatlesów. Dawniej potrafił przedryblować kilku obrońców i firmowo podciąć piłkę nad bramkarzem. Bramki strzelane głową padały po dynamicznym nabiegu. Wystarczy sobie włączyć dowolne kompilacje w internecie i porównać jak to wyglądało kiedyś, a jak wygląda dziś.. Jedna rzecz się nie zmieniła. Dar do strzelania ważnych bramek. Od kiedy Fernando Torres gra w klubie Abramowicza, strzelił niezwykle ważną bramkę Barcelonie, zdobywał gole przeciwko obu drużynom z Manchesteru i przeciwko Arsenalowi. Problem w tym, że sytuacje, po których te bramki padały nie należały do najtrudniejszych. Nie jest to wina samego piłkarza, bo jego zadaniem jest po prostu strzelanie. Jednak po bramce na Camp Nou większość zastanawiała się co napastnik robił niekryty na połowie boiska, kiedy jego zespół desperacko się bronił. Po bramce z Manchesterem United nadeszło koszmarne pudło, które przysłoniło swoim ogromem dobry występ Hiszpana. Z kolei po bramce w meczu z City ludzie twierdzili, że gdyby tego nie trafił, to powinien zakończyć karierę. Kiedy Torres pudłuje, to te pudła są wynoszone do rangi historycznych, kiedy strzela, to jego zasługi są umniejszane.

Teraz coś o drużynach, w których występował El nino. W Atletico był najmłodszym kapitanem w historii, a zespół grał pod niego. Podobnie było w Liverpoolu. Benitez planował całe okienka transferowe tak, by jego rodakowi grało się łatwiej. Współpraca Torresa z Gerrardem była fenomenalna. Praktycznie nie było zespołu, który mógłby się przed nimi skutecznie bronić. Potrafili zainspirować zespół do wbicia czterech bramek zarówno Realowi, jak i United. Chelsea jest jednak inną drużyną. Nie gra się tam pod napastnika. Jakość jaką dysponują na skrzydłach i w środku wystarcza do zdobywania bramek. Boleśnie przekonali się o tym Crespo, Shevchenko, Demba Ba czy właśnie Fernando Torres. Właściwie to od 2005 roku tylko Drogba potrafił regularnie zdobywać tam bramki. Inna jest też sytuacja Hiszpana jeśli chodzi o rywalizację. Na Anfield był jedynym światowej klasy napastnikiem. Na Stamford Bridge rywalizuje z 2 lub 3 napastnikami.

Im bardziej kogoś kochałeś, tym mocniej go nienawidzisz – można przeczytać w magazynach dla nastolatek. To prawda. Również jeśli chodzi o kibiców. Na tej płaszczyźnie też można zobaczyć różnice. Wprawdzie kibice Chelsea mocno wspierają swojego zawodnika, jednak raczej nigdy nie pokochają go jak Lamparda czy Terrego. W Liverpoolu z kolei Torres kochany był na równi z Gerrardem i Carragherem. Można odczuć to podczas meczów Liverpool – Chelsea. Fani tych pierwszych zawsze przygotowują flagi i banery dotyczące Hiszpana. Gwizdy i buczenie są ostre i słychać je pewnie w Madrycie. Jeśli Fernando Torres miał, w którymś z takich spotkań okazję do strzelenia bramki, to z pewnością każdy fan the Reds oddałby nogę, byle do tego nie dopuścić.

Fernando Torres wciąż jest bardzo dobrym piłkarzem. Gdyby utrzymał poziom z Liverpool byłby uważany za geniusza. Pokazał on jednak, że piłka nożna to nie tylko umiejętności i talent. To także uczucia i opanowanie. Hiszpan miał problem z adaptacją w nowym środowisku, być może nie poradził sobie z presją związaną z tym, że jest najdroższym piłkarzem w Anglii. W każdym razie jego przypadek pokazuje, że jest tylko człowiekiem. Może lepiej by było gdyby kibice i dziennikarze też byli ludźmi i zamiast przesadnie wyszydzać – kibicować i wspierać. Nie mówię, że kibice Liverpoolu mają teraz kibicować Torresowi, a kibice Barcelony nagle mają pokochać Luisa Figo, bo do tego nigdy nie dojdzie, a same dowcipy i walki słowne są wspaniałą częścią kibicowania. Wystarczy po prostu odrobina obiektywizmu i pamięci o zasługach.

Starsze artykuły:

Author:

Related Post

top