RAW Vegan Skateboarding. Wypad do Piaseczna z drobnymi kontuzjami.

RAW Vegan Skateboarding. Wypad do Piaseczna z drobnymi kontuzjami.
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Kilka dni temu, w ramach wolnej chwili, udało się skoczyć na pierwszy dalszy deskorolkowy wypad. Padło na skateplazę w Piasecznie, która swoje otwarcie miała zaledwie w zeszłym roku.

Obiekt fantastyczny, choć 90% osób przebywających na tym skateparku mieści się w granicach 3-11 lat i pod bacznym okiem rodziców przemieszcza się na rowerkach czterokołowych i innych wynalazkach, niekoniecznie stworzonych do jazdy ekstremalnej. Nie ma się jednak czym przejmować – ludzi nie było zbyt wiele, jak na tak duży obiekt, a atmosfera była bardzo przyjemna. Nie odczułam tam tego warszawskiego, wylansowanego klimatu, jaki towarzyszy codziennemu otoczeniu.

Wśród drobnych osiągnięć udało się kilka prób handplantów zakończyć sukcesem. Jak kąty to obecnie już tylko w ochraniaczach. Możliwość zjeżdżania na kolanach po nieudanych trickach, dodaje mi ogromnej swobody.

Przypomniałam sobie trochę skakania, jednak moje kolejne podejście do nauczenia się jazdy na quoterach i bowlu zaowocowało w kolejnym dniu ponad 2,5-godzinną wizytą na ostrym dyżurze w Szpitalu Praskim oraz wyposażeniem mnie w gips na dwa tygodnie (z prawdopodobnym przedłużeniem do ośmiu, jednak na tyle to mnie się zakneblować nie da).

Wypad na deskę zakończony zatem uszkodzeniem stawu z podejrzeniem złamania lewej ręki oraz potłuczeniem żeber. Nie ma się czym przejmować. Co prawda ból żeber przy poruszaniu nie należy do najprzyjemniejszych, ale ręka w gipsie nie przeszkadza w luźnym jeżdżeniu na desce czy ćwiczeniu na siłowni. Jedynie krojenie owoców, zwłaszcza wielbionego przeze mnie mango, jest wyjątkowo uporczywe, kiedy nie ma się do dyspozycji całej drugiej dłoni, a jedynie palce wystające z białej gipsowej skorupki. Na wegańskim witarianiźmie szybko się naprawię – taką pewność mam zawsze.

Oczywiście było warto. Świetne miejsce, piękna pogoda, trochę nowych zdjęć i przede wszystkim ogromna radość z jazdy. Nie traktuję na pewno deskorolki, jako sportu, w którym chcę nie wiadomo ile się nauczyć – fantastyczne emocje wyzwala nawet sam przejazd na uczelnię, kiepski flip przy Stadionie Narodowym czy ollie z niskiego murka. To jest to moje piękno deskorolki.

Starsze artykuły:

Author:

Related Post

top